Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

iswinoujscie.pl • Niedziela [29.03.2020, 08:32:12] • Świnoujście

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński / archiwum

Może trudno dziś w to uwierzyć, ale bywały u nas takie zimy, że lody spływały do morza jeszcze w połowie kwietnia. Tylko prom parowy s/s Świnoujście pływał w lodach na przeprawie promowej bezawaryjnie.

Kontynuujemy cykl zdjęciowy pod tytułem „Tak było”. I wygląda na to, że szybko się on nie skończy.

Pomału przyzwyczajamy się do ciepłego klimatu. Niektórzy innego nie znają. Dzisiaj pokażę Wam kilka zdjęć, na których widać zalodzenie i związane z tym trudności na przeprawie promowej w Świnoujściu. Do tej pory zawsze bywały zimy srogie i lekkie, ale takiej jak w tym roku, by nie było chociaż kawałka lodu, nie pamiętam.

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński / archiwum

Kiedy skuło lodem „kanał”, tak potocznie nazywaliśmy Świnę w okolicy przeprawy promowej, pojawiały się zawsze problemy z przeprawą na drugą stronę. Spóźnialiśmy się do pracy, na pociąg, a kolejki samochodów się wydłużały. Kiedy zbudowano pierwsze czołowe promy, wszyscy się cieszyli, że horror z przeprawą się skończył. Szybko okazało się jednak, że to jego początek.

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński / archiwum

Nowoczesny napęd nowych promów poprzez nastawne śruby ulegał zniszczeniu zaraz przy pierwszym zalodzeniu. Promy miały śruby napędowe tuż pod powierzchnią lustra wody. Do tego szybciej się obracały od stałej śruby napędowej parowego promu Świnoujście. Na krze nastawne łopaty śruby napędowej szybko się krzywiły i szczerbiły. Nowe promy czołowe padały jak muchy.

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński / archiwum

Pamiętam, jak te promy stały później na sznurku przy kei. Brakowało części, a po naprawie znów – prawie natychmiast – ulegały awarii. Natomiast zacny parowiec s/s Świnoujście, napędzany garstką węgla i wody, pływał bezawaryjnie dźwigając na sobie wszystko to, co przywożono do Świnoujścia. Kiedy parowiec przechodził obowiązkowo w stoczni remonty okresowe, mechanicy z promu nie kazali w zasadzie nic w nim stoczniowcom naprawiać. Pływał w lodach majestatycznie i czuł się jak ryba w wodzie.

Pamiętam, jak pływało się tą jednostką. Gdy siedziało się w pomieszczeniach na rufie, słychać było jak wolno obracające się łopaty śruby uderzały co jakiś czas w krę lodową i wyrzucały ją za siebie. Także mechanik w maszynowni promu to wszystko słyszał i… czuł. Zmniejszał wtedy ciśnienie pary i maszyna obracała powoli wał napędowy. Ci maszyniści z promu to byli mistrzowie, jakich trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Dbali o prom tak, jakby był to żywy organizm.

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński / archiwum

Pierwsze prototypowe czołowe promy nieco podtopiono, by ich napędy były głębiej zanurzone. Jednostki dostały dodatkowy balast w zęzach. Zanurzyły się dzięki niemu na tyle, że zmniejszyła się awaryjność napędu.

A kiedy lodów było więcej, pomagały holowniki portowe. Wygarniały swoimi śrubami z gniazd przystani nadmiar lodów. Kapitanowie delikatnie używali silników na bardziej wolnych obrotach.

Tak było: Zimowe kry. Tylko parowiec dawał radę

fot. Andrzej Ryfczyński

Dzisiaj nowe Bieliki napędy mają umiejscowione głęboko i są zupełnie innej konstrukcji. A i oblodzenia „kanału” nie ma takiego jak przed laty. Myślę, że ta zima była wyjątkowa. Od 1950 roku, kiedy tutaj przyjechałem, po raz pierwszy na „kanale” nie było nawet kawałka lodu. Ocieplenie klimatu jest widoczne na każdym kroku.

Andrzej Ryfczyński

źródło: www.iswinoujscie.pl

Let’s block ads! (Why?)

Źródło: iswinoujscie.pl